W wielu kwestiach kobiety i mężczyźni znacznie różnią się do siebie. Jedną z nich zauważyłem już jako dziecko. A zaczęło się od tego, że wraz z mamą wybrałem się do miasta do sklepów. To były moje pierwsze poważniejsze zakupy i cieszyłem się z nich. Gdy dojechaliśmy na miejsce weszliśmy do ogromnej galerii. Wtedy nie wiedziałem, że nie wyjdę z niej przez kila następnych godzin. Miałem sobie kupić nowe buty i spodnie. Najchętniej chciałem wziąć buty pierwsze z brzegu i już po prostu wyjść z tej galerii. Gdy przymierzałem kolejne pary butów zaczęła mnie bolec głowa i po prostu nie mogłem wytrzymać. Zakupy okazały się dla mnie katorgą. A mama tryskała radością. Co chwila podstawiała mi pod nos coraz to inne pary butów, zachęcając mnie do ich przymierzenia. Spacerowaliśmy od półki do półki i w końcu po kilku trudach udało mi się kupić odpowiednie obuwie. Następnie przyszedł czas na spodnie. Ze spodniami było dokładnie to samo jak z butami. Co chwilę musiałem przymierzać inne spodnie. W ten sposób minęła godzina w galerii i gdy zrobiłem już swoje zakupy cieszyłem się, że w końcu będę mógł wyjść na zewnątrz. Ale bardzo się pomyliłem. Do zakupów przystąpiła mama. Zatrzymywała się przy każdym stoisku z ubraniami, kosmetykami, a nawet z książkami. Oczywiście gdy jakiś strój ją zainteresował to musiała go przymierzyć. Ja po prostu stałem i czekałem. W jakiś sposób musiałem zachować cierpliwość. A to wcale nie było takie łatwe. Podczas czekania przyglądałem się różnym osobom w galerii. I zauważyłem, że wszystkie kobiety były radosne i zadowolone, zaś mężczyźni mieli kwaśna minę i ledwo włóczyli nogami. To było dość interesujące. Zrozumiałem jak bardzo mężczyźni różnią się od kobiet mentalnie. Po zakupach byłem całkowicie wyczerpany. Dla mnie to był po prostu koszmar.

porcelana

filiżanka porcelanowaNiedawno dostałem zaproszenie na ślub koleżanki. Cieszyłem się z tego powodu, bo już dawno nie miałem okazji do potańczenia. Jednak ze ślubem związany jest jeden poważny problem. Trzeba przecież kupić państwu młodym jakiś ślubny prezent. A z wybieraniem prezentów zawsze miałem problemy. Tak było i tym razem. Długo zastanawiałem się co kupić. Myślałem o czymś z porcelany. Porcelana jest droga i elegancka. Jednak z życia wiem, że rzeczy z porcelany są w domu właściwie w ogóle nie używane. Stoją tylko w szafkach i zbierają kusz. Zrezygnowałem więc z tego pomysłu. Nic więcej nie przychodziło mi do głowy, więc wybrałem się do miasta, by tam w różnych sklepach czegoś poszukać. Pojechałem samochodem z samego rana i ruszyłem do sklepów. Szczerze mówiąc to nigdy nie lubiłem zakupów, ale tym razem musiałem się przemóc. Oglądałem wystawy we wszystkich sklepach. Rozpytywałem się sprzedawców o radę co kupić i w końcu kupiłem właściwy prezent. W jednym ze sklepów zobaczyłem duży, piękny, przezroczysty wazon. Wazon był malowany ręcznie i przez to był trochę drogi. Ale nie żałowałem pieniędzy. Kupiłem jeszcze tylko garnitur i byłem gotowy na ślub. Ślub odbył się w sobotę po południu. Gości było sporo, ale na szczęście nie było tłoku. Po ślubie przyszła pora na życzenie i na obdarowywanie prezentami. Odniosłem wrażenie, że mój prezent spowodował się nowożeńcom. Składanie życzeń trwało dość długo, ale warto było czekać, gdyż potem było wesele. Z początku goście drętwo siedzieli za stołami. Ale z czasem wszyscy zaczynali się poznawać i zabawa coraz bardzie się rozkręcała. Nie było już ani jednej osoby siedzącej za stołami. Wszyscy świetnie się bawili. Z parkietu schodzili tylko ci, którzy nie mieli już sił na tańczenie. Było super. Zabawa trwała do białego rana, a na drugi dzień były poprawiny, tak samo świetnie jak dzień pierwszy.

zastawa porcelanowaJakiś czas temu razem z mężem zostaliśmy zaproszeni na ślub naszych dobrych znajomych. Oczywiście zamierzaliśmy pójść. Ale mieliśmy mały problem kompletnie nie wiedzieliśmy co kupić im w prezencie. Wszystkie pomysły jakie na przychodziły do głowy wydawały się takie oklepane, a chcieliśmy, żeby to było coś innego. No i w pewnym momencie pomysł sam na dosłownie wpadł w ręce. Na weekend pojechaliśmy od ciotki Kuby w góry. I któregoś dnia poszliśmy na spacer i w chatynce obok której przechodziliśmy zobaczyliśmy starszą panią, która coś robiła. Podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy cos przepięknego. Ta pani własno ręcznie zdobiła zastawę stołową, która była z porcelany. Te naczynia, filiżanki wszystko było z porcelany. Na nich były prześliczne wzory, które wykonywała ta pani. Wiedzieliśmy co możemy podarować naszym znajomym. Strasznie nam się ta porcelanowa zastawa spodobała. Spytaliśmy pani czy można u niej taki komplet. Okazało się, że te naczynia są sprzedawane potem na targu, i zamówiliśmy dwa komplety jeden dla znajomych, a drugi dla siebie. Co prawda nie było to tanie, ale za to jakie piękne. Na jednym komplecie pani wymalowała krajobraz górski, a na drugim różno kolorowe wzory. Kiedy przyjechaliśmy drugi raz po odbiór zamówienia. Wprost byliśmy zachwyceni. Porcelana była przepiękna. Bardzo serdecznie pani podziękowaliśmy, zapłaciliśmy i pojechaliśmy z powrotem. Na drugi dzień mieliśmy właśnie ślub znajomych prezent daliśmy im trochę wcześniej, aby się nie potłukł. Ola z ciekawości musiała zobaczyć co to jest. Kiedy otworzyła prezent była zauroczona, w końcu rzuciła nam się na szyje i zaczęła nam dziękować, panu młodemu również się prezent podobał stwierdzili, że będzie to zastawa na specjalne okazję. Stwierdzili, że jest tak piękna, że aż strach cokolwiek z nią robić, bo szkoda by było jakby się stłukła.

waza z porcelanyKiedyś miałem niemiłą sytuację w muzeum. To odbyło się w Noc Muzeów. Dawno nie byłem w żadnym muzeum i ten czas postanowiłem wykorzystać właśnie na oglądanie ciekawych rzeczy sprzed wielu lat. Jednak gdy tylko znalazłem się w muzeum przypomniało mi się dlaczego tak długo tam nie przychodziłem. Było strasznie nudno. Oprócz mnie było jeszcze kilkoro ludzi kręcącym się po drugim pomieszczeniu. Postanowiłem szybko obejrzeć wszystkie eksponaty i wrócić do domu. Nagle moją uwagę przykuła porcelanowa waza. Identyczna wazę miałem w domu, tylko że moja nie była z porcelany tylko z jakiegoś innego sztucznego tworzywa. Mimo tabliczki zakazującej dotykania eksponatów, wziąłem ją do ręki, by się jej bliżej przyjrzeć. I wtedy stała się rzecz straszna. Śliska waza wypsnęła mi się z ręki i poleciała na posadzkę. Wciąż gdy zamknę oczy widzę tę chwilę. Waza z porcelany pękła w kilku miejscach. Trzask był dość głośny, ale na szczęście chyba nikt go nie usłyszał, gdyż nikt się nie pojawiał. W panice schowałem potłuczony wazon i uciekłem do domu. I tam pomyślałem, by na miejsce popsutej wazy w muzeum postawić moją podróbkę. I tak też uczyniłem. Znów poszedłem do muzeum. Żadna osoba nie spostrzegła zniknięcia wazy, więc wszystko było w jak najlepszym porządku. Po prostu postawiłem wazę na półce i odszedłem. I miałem nadzieję, że sprawa tak się zakończy, jednak niestety następnego dnia do drzwi mojego domu zapukała policja. Okazało się, że w każdym pomieszczeniu muzeum były zamontowane kamery i nagrały całą moją akcję z wazą. Oddałem im potłuczoną wazę, ale i tak musiałem pojechać na komisariat. Pracownicy muzeum zaskarżyli mnie i miałem sprawę w sądzie. Na szczęście waza da się dobrze skleić i sędzia potraktował mnie łagodniej. Otóż miałem pracować sto godzin za darmo sprzątając ulice w mieście.

sztalugi malarskieW dzieciństwie lubiłem bawić się klockami z drewna. Układałem z nich przeróżne budowle, z których byłem potem niezmiernie dumny. Klocki każdego dnia dostarczał mi mój tata, który był stolarzem. Gdy trochę podrosłem odrzuciłem klocki, a zacząłem interesować się praca ojca. Tata, zawsze zmykał się w warsztacie stolarskim i tam ciężko pracował. Nigdy nie chciał by ktoś przyglądał się temu co robi, ale ja i tak zakradałem się po cichu do warsztatu i lokowałem się w mojej kryjówce. Stamtąd miałem idealny widok na to co tworzył mój ojciec. Z podziwem patrzyłem jak z prostych kawałków drewna wytwarza piękne krzesła, szafki, stoły i wiele innych rzeczy. Widać było, że robił to co kochał. Do warsztatu zaglądałem prawie codziennie o coraz bardziej zaczynałem tak jak mój ojciec zakochiwać się w tym zawodzie. W końcu zapragnąłem sam coś zrobić z drewna. W nocy gdy rodzice już spali, wykradłem się z domu i pobiegłem do warsztatu. Tam miałem już wszystko przygotowane do roboty. Wiedziałem gdzie jest drewno i niezbędne narzędzia. Postanowiłem zrobić krzesło. Więc po kolei przypominałem sobie jaki czynności wykonywał mój ojciec i po prostu je powtarzałem. I wreszcie po dwóch godzinach pracy powstało krzesło, które jeszcze oczyściłem i wypolerowałem. Następnego dnia pochwaliłem się rodzicom, którzy natychmiast stwierdzili, że wyrośnie ze mnie prawdziwy stolarz. I tak się rzeczywiście stało. Gdy dorosłem przejąłem warsztat ojca i kontynuowałem rodzinną tradycję. Wtedy to ja zamykałem się w warsztacie stolarskim i ja wytwarzałem z drewna meble i inne rzeczy, które zamawiali u mnie klienci. Pewnego dnia do mojego warsztatu przyjechała jakaś pani, która zażyczyła sobie, bym zrobił dla niej sztalugi. Zapewniłem, że sztalugi będą gotowe za około godzinę, a nieznajoma pani postanowiła poczekać aż skończę. Gdy pracowałem, przyglądał się mojej pracy z ogromnym zainteresowaniem. Gdy tworzyłem kolejne sztalugi wywiązała się między nami rozmowa. Bardzo się polubiliśmy i nawet wymieniliśmy numerami telefonów.

sztalugiGdy chodziłem do zerówki, to po prostu pokochałem malowanie. Każdego dnia mieliśmy zajęcia z plastyki. To był mój najukochańszy przedmiot. Brałem do ręki tylko kredki i blok rysunkowy. Nasza nauczycielka, widząc moje rysunki, bardzo mnie chwaliła, i dziwiła się, ze takie małe dziecko jak ja, potrafi tak ładnie malować. A ja to chyba miałem w genach, bo moja mama była sławną malarką. Gdy malowała, lubiłem siadać obok niej i przyglądać się temu jak i co tworzy. Mamie w ogóle to nie przeszkadzało. W naszym domu wszędzie pełno było sztalug i obrazów. Sztalugi to takie stojaki, na których mama malowała obrazy. Nigdy nie wiedziałem po co mamy w domu aż tak duże ilości sztalug. Mama praktycznie do każdego obrazu, dopasowywała inną sztalugę. Ale wracając do mnie, to zawsze dostawałem najlepsze oceny z plastyki. Nawet nieraz koledzy z klasy prosili mnie bym pomógł im coś namalować. To było bardzo miłe. Czułem się świetnie. Największa przyjemność sprawiało mi malowanie krajobrazów. I na szczęście miałem do tego sporo okazji. Często, razem z nauczycielka wychodziliśmy na dwór, i szliśmy w jakieś niezwykłe miejsca. Tam wyjmowaliśmy nasze bloki i kredki i malowaliśmy to na co mieliśmy ochotę. Malowanie przyrody było wspaniałe. Moje obrazy przeważnie były pełne radości i zieleni. Nie potrafiłem malować smutnych rzeczy. Po prostu swoje szczęście musiałem przelać na blok rysunkowy. Wszystkie moje rysunki składałem w jednej teczce. W ten sposób, mogłem je przeglądać kiedy tylko chciałem. Dziś zawodowo nie zajmuje się malowaniem. Jednak umiejętności artystyczne nadam Mie się przydają, gdyż zostałem projektantem ogrodów. Lecz nadal lubię czasami, wieczorami siąść przed kartka papieru i coś namalować. Również biorę do ręki moje dawne rysunki i wspominam dziecięce czasy.