W dzieciństwie lubiłem bawić się klockami z drewna. Układałem z nich przeróżne budowle, z których byłem potem niezmiernie dumny. Klocki każdego dnia dostarczał mi mój tata, który był stolarzem. Gdy trochę podrosłem odrzuciłem klocki, a zacząłem interesować się praca ojca. Tata, zawsze zmykał się w warsztacie stolarskim i tam ciężko pracował. Nigdy nie chciał by ktoś przyglądał się temu co robi, ale ja i tak zakradałem się po cichu do warsztatu i lokowałem się w mojej kryjówce. Stamtąd miałem idealny widok na to co tworzył mój ojciec. Z podziwem patrzyłem jak z prostych kawałków drewna wytwarza piękne krzesła, szafki, stoły i wiele innych rzeczy. Widać było, że robił to co kochał. Do warsztatu zaglądałem prawie codziennie o coraz bardziej zaczynałem tak jak mój ojciec zakochiwać się w tym zawodzie. W końcu zapragnąłem sam coś zrobić z drewna. W nocy gdy rodzice już spali, wykradłem się z domu i pobiegłem do warsztatu. Tam miałem już wszystko przygotowane do roboty. Wiedziałem gdzie jest drewno i niezbędne narzędzia. Postanowiłem zrobić krzesło. Więc po kolei przypominałem sobie jaki czynności wykonywał mój ojciec i po prostu je powtarzałem. I wreszcie po dwóch godzinach pracy powstało krzesło, które jeszcze oczyściłem i wypolerowałem. Następnego dnia pochwaliłem się rodzicom, którzy natychmiast stwierdzili, że wyrośnie ze mnie prawdziwy stolarz. I tak się rzeczywiście stało. Gdy dorosłem przejąłem warsztat ojca i kontynuowałem rodzinną tradycję. Wtedy to ja zamykałem się w warsztacie stolarskim i ja wytwarzałem z drewna meble i inne rzeczy, które zamawiali u mnie klienci. Pewnego dnia do mojego warsztatu przyjechała jakaś pani, która zażyczyła sobie, bym zrobił dla niej sztalugi. Zapewniłem, że sztalugi będą gotowe za około godzinę, a nieznajoma pani postanowiła poczekać aż skończę. Gdy pracowałem, przyglądał się mojej pracy z ogromnym zainteresowaniem. Gdy tworzyłem kolejne sztalugi wywiązała się między nami rozmowa. Bardzo się polubiliśmy i nawet wymieniliśmy numerami telefonów.
Posts tagged ‘sztalugi’
Gdy chodziłem do zerówki, to po prostu pokochałem malowanie. Każdego dnia mieliśmy zajęcia z plastyki. To był mój najukochańszy przedmiot. Brałem do ręki tylko kredki i blok rysunkowy. Nasza nauczycielka, widząc moje rysunki, bardzo mnie chwaliła, i dziwiła się, ze takie małe dziecko jak ja, potrafi tak ładnie malować. A ja to chyba miałem w genach, bo moja mama była sławną malarką. Gdy malowała, lubiłem siadać obok niej i przyglądać się temu jak i co tworzy. Mamie w ogóle to nie przeszkadzało. W naszym domu wszędzie pełno było sztalug i obrazów. Sztalugi to takie stojaki, na których mama malowała obrazy. Nigdy nie wiedziałem po co mamy w domu aż tak duże ilości sztalug. Mama praktycznie do każdego obrazu, dopasowywała inną sztalugę. Ale wracając do mnie, to zawsze dostawałem najlepsze oceny z plastyki. Nawet nieraz koledzy z klasy prosili mnie bym pomógł im coś namalować. To było bardzo miłe. Czułem się świetnie. Największa przyjemność sprawiało mi malowanie krajobrazów. I na szczęście miałem do tego sporo okazji. Często, razem z nauczycielka wychodziliśmy na dwór, i szliśmy w jakieś niezwykłe miejsca. Tam wyjmowaliśmy nasze bloki i kredki i malowaliśmy to na co mieliśmy ochotę. Malowanie przyrody było wspaniałe. Moje obrazy przeważnie były pełne radości i zieleni. Nie potrafiłem malować smutnych rzeczy. Po prostu swoje szczęście musiałem przelać na blok rysunkowy. Wszystkie moje rysunki składałem w jednej teczce. W ten sposób, mogłem je przeglądać kiedy tylko chciałem. Dziś zawodowo nie zajmuje się malowaniem. Jednak umiejętności artystyczne nadam Mie się przydają, gdyż zostałem projektantem ogrodów. Lecz nadal lubię czasami, wieczorami siąść przed kartka papieru i coś namalować. Również biorę do ręki moje dawne rysunki i wspominam dziecięce czasy.